Adres facebook

niedziela, 19 października 2014

PULP NEWS#5: Daredevil, filmy DC i walki mechów razy trzy



Witajcie z powrotem! W to leniwe niedzielne popołudnie zmierzymy się z piątym numerem „PULP NEWS” – i prawdopodobnie to właśnie niedziela będzie dniem, w którym ukazywać się będą te małe podsumowania. W tej części mamy małe nawiązanie do niedawnego NYCC, filmową listę DC, kilka słów od twórcy „Pacific Rim” i trailer animowanej serii „Guardians of the Galaxy”. A zatem:

„Daredevil” na New York Comic-Con


Tytuł wzbudzający prawdopodobnie największe zainteresowanie na nowojorskim Comic-Conie. Zaprezentowane zostało logo show, niczym nie różniące się od tego trafiającego aktualnie na okładki komiksów. Pokazano również dwie fotografie przedstawiające głównego bohatera. Na pierwszym zdjęciu możemy zobaczyć Charliego Coxa „w cywilu”, natomiast na drugiej pojawia się już w prostym, czarnym kostiumie, nawiązującym do czasów, kiedy komiksowy „Daredevil” znajdował się pod opieką Millera.


Dystrybuowana przez serwis Netflix produkcja ma mieć 13 odcinków. Seria ma ponoć zostać utrzymana w poważnym, ciężkim klimacie, nie stroniąc przy tym od brutalności. Premiera została przewidziana na maj 2015.

Najbliższe filmy spod znaku DC

DC co prawda na samym NYCC nie pokazało nic ciekawego, ale już w zaledwie kilka dni później nadrabia zaległości. 15 października Warner Bros. ujawniło chronologiczną listę najbliższych produkcji. Grafik filmowy został zapełniony aż do roku 2020, a największym zaskoczeniem może się wydać data premiery drugiego z wymienionych tytułów. Czyżby w opozycji do marvelowskich „Guardians of the Galaxy”?
      

  • Batman v Superman: Dawn of Justice (2016)
  • Suice Squad (2016)
  • Wonder Woman (2017)
  • Justice League, part I (2017)
  • The Flash (2018) 

  • Aquaman (2018)
  • Shazam (2019)
  • Justice League, part II (2019)
  • Cyborg (2020)
  • Green Latern (2020)

Pacific Rim będzie trylogią

Guillermo del Toro twierdzi, że pierwszy zarys scenariusza drugiej części „Pacific Rim” jest już na wykończeniu i niedługo zostanie on oddany do studia. Premiera sequela planowana jest na kwiecień 2017 roku. Del Toro podzielił się także kilkoma szczegółami dotyczącymi budowy całej serii: „Pacific Rim 2” ma być filmem zupełnie innym od swojego poprzednika. Jak twierdzi, nawiązań do pierwszej części możemy się spodziewać dopiero w finale – a wszystko to miałoby prowadzić z kolei do zakończenia ostatniego odcinka serii. Zaintrygowani taką koncepcją?

Animowani „Guardians of the Galaxy”


piątek, 17 października 2014

PULP HORROR: TerrorVision, here we come ("TerrorVision", 1986)



Mamy lata 80. Gdzieś w długiej i szerokiej Ameryce (choć Bogiem a prawdą film „TerrorVision” został nakręcony we Włoszech) poznajemy kolejnego faceta, który życie ma u swych stóp. Stanley Putterman to człowiek szczęśliwy, bo posiadający. Istny król życia, którego motto brzmi: „Pleasure palace, here we come”. Mimo zaledwie trzydziestu paru lat na karku zdążył skompletować wszystkie niezbędne człowiekowi dobra materialne (z jacuzzi włącznie). Stanley posiada również rodzinę, której nie powstydziłby się żaden porządny Amerykanin. Powiedziałbyś, że o nic już Stanley martwić się nie musi. 

Dojrzewającą córką zajmuje się stacja MTV wraz z napalonym długowłosym gorylem imieniem O.D. – problem z głowy. Najstarszy z domowników, Dziadek i młody syn Stanleya, Sherman to równie samowystarczalny duet: żyją w swoim świecie militariów i science-fiction, więc Stanleyowi nie wadzą. Natomiast żona Stanleya to przykładna ruda suka, opętana fitnessem i własną głupotą. Pomyślisz, że rodzinie tej brakuje jedności, jakiejś jedności zainteresowań? Błąd! Wszystkich Puttermanów łączy miłość do telewizji. Niestety, życie jest pełne paradoksów, dlatego więc to właśnie przez odbiornik TV do ich domu dostanie się intruz...

Słynny serwis krytyki filmowej „Zgniłe pomidory” uznał „TerrorVision” za w stu procentach zgniły. W box office przy tytule „TerrorVision” figuruje godna politowania liczba 320,256 $. 1986 to niewątpliwie rok narodzin wielkich filmowych hitów, takich jak „Obcy  decydujące starcie”, „Blue Velvet”, „Top Gun”, „Imię róży”, „Mucha”…  Nie oszukujmy się  „TerrorVision” raczej nie grozi nieśmiertelność, którą przepowiada się jego boskim rówieśnikom. Tym bardziej jednak śpieszmy się kochać ten film! Gdy już włączycie rzeczoną produkcję klasy B z pogranicza science-fiction, horroru, komedii, czy kina familijnego, po prostu nie bądźcie zbyt zszokowani…


Zamiast sylwetki Stanleya bowiem pierwsze kadry „TerrorVision” ukażą Wam pustynny krajobraz opatrzony podpisem: „Planeta Pluton – Dział Sanitarny – Jednostka Utylizacji Mutantów” (Pamiętacie USS Enterprise ze „Star Treka”? Obróćcie odbiornik do góry nogami, a wasze wspomnienie ożyje ;)). Potem, lekko zapewne rozbrojeni dziwacznością reżyserskiej wizji, zauważycie, jak jeden kosmiczny stwór (niemalże elegant) wysyła drugiego (ten drugi natomiast przypomina wielkie zwierzę) w międzygalaktyczną podróż. Jako wiązkę świetlistych promieni – jak wiecie, w tym stanie skupienia podróżuje się najłatwiej. Wiązka ta ze wściekłą prędkością odbija się od kolejnych ciał niebieskich, by wreszcie rzucić się prosto na Was, odbiorców… Ziemian. Kości zostały rzucone, witamy w filmie „TerrorVision”! W momencie zderzenia wiązki promieni z Waszym ekranem zostajecie uprowadzeni przez jedną z bardziej hipnotyzujących ścieżek dźwiękowych, jakie w życiu słyszeliście, czyli  piosenkę „Terrorvision” autorstwa art rockowej kapeli The Fibonaccis.

Szalona piosenka otwierająca „TerrorVision” ucichnie, gdy znajdziecie się wreszcie w domu Stanleya. Zapowiada się kolejny niepozorny wieczór w życiu Puttermanów, reprezentantów klasy średniej, by nie powiedzieć głęboko przeciętnej. Stanley i jego wierna ruda żona wybierają się na towarzyskie spotkanie. Dwójka dzieci i dziadek nie oponują ani przez moment – oznacza to przecież dwóch kandydatów do pilota mniej. Jakim sposobem nadchodząca uczta na kanapie z „television” ni z tego ni z owego zamieniła się w tytułowe „terrorvision”? Ot, przypadek, jakich wiele: Stanley i facet z serwisu gawędzą nad nową anteną satelitarną Puttermanów, aż tu nagle… Znane nam promienie z Plutona zostają przyciągnięte przez wyżej wymienioną antenę i od tej pory nic nie jest takie samo. Odbiornik jakoś udało się naprawić, małżeństwo Puttermanów poszło w świat, tymczasem w domu zaczyna grasować wielkie, krwiożercze bydlę z planety Pluton, które dostało się do telewizyjnego odbiornika, aby się w nim odrodzić, a następnie wyjść – bardziej wściekłe niż kiedykolwiek wcześniej. 



To, co potwór z kosmosu wyczynia z tkankami swoich kolejnych ofiar, można porównać chyba tylko do epickiej ohydy z filmu „Martwica mózgu” Petera Jacksona… Reżyser filmu, podobnie jak kosmiczne bydlę, nurza się w okropieństwach tego świata. Perspektywa, z jakiej Ted Nicolau przygląda się bohaterom swojego filmu, to satyra jak się patrzy. Satyra na amerykańskie społeczeństwo. Dziadek – ześwirowany wielbiciel twardego, żołnierskiego żywota, który w swym uwielbieniu życia na krawędzi posuwa się nawet do jedzenia jaszczurek. Chłopaczek Suzy, imieniem O.D. – bryła młodocianego mięsa, obwieszonego pieszczochami, w koszulce z napisem W.A.S.P. (tak, tak, to ta sama kapela, która na jednym ze swoich koncertów poćwiartowała martwego prosiaka). Stanley i jego małżonka – para nowobogackich pieszczochów, których chuci nie zaspokoiłby nawet genialny Salvador Dali:


Podobnie zresztą jest z parą swingersów, którą Puttermanowie sprowadzają do siebie w wiadomych celach. Zaryzykować można stwierdzenie, że brutalne mordy popełniane przez potwora przynoszą panu Nicolau niejaką satysfakcję. Nicolau po prostu swoich postaci nie lubi i ratunku dla dzieci Puttermanów (jedynej dwójki, nad którą lituje się krwiożerczy reżyser) zdaje się upatrywać w eksterminacji starszej części otoczenia. Krucjata prowadzona jest w sposób sprytny, a potwór z kosmosu wyposażony został w różne ciekawe umiejętności, np. potrafi podszywać się pod świeżo zjedzone ofiary. Najmocniejszy podział młodzi-starzy rysuje się w scenie, gdy zgorszeni Sherman i Suzy odnajdują swoich rodziców, dwójkę ich „przyjaciół” i (gwóźdź programu) Dziadka – w jednym łóżku, wciąż zajętych rozpustą, a jednak już martwych, odtwarzanych jedynie przez figlującego potwora. Znamienne też, że przez większość filmu mały Sherman jest jedyną postacią, która potrafi dostrzec zagrożenie, jakie niesie ze sobą telewizja – co prawda bardzo wymowne, bo obleczone w postać potwora z Plutona. Niemniej to Sherman jest ze wszystkich najbardziej przenikliwy. Tym bardziej, że Dziadek zidentyfikował intruza jako zwykłego włamywacza.

Nicolau przez chwil parę doskonale bawi się konwencją spotkań ludzi z kosmitami, odwracając na nice sympatyczne marzenie ze Spielbergowskiego „E.T.” (powstałego 4 lata przed „Terrorvision”, w roku 1982) o niewinnej przyjaźni Ziemianina z Kosmitą. Sherman, Suzy i O.D. zyskują sobie na moment życzliwość potwora. Zdążą zapoznać go z trzema najważniejszymi według nich osiągnięciami ludzkości: jedzeniem, muzyką (w stylu W.A.S.P., rzecz jasna) i telewizją. Ich zauroczenie postacią potwora nie trwa zbyt długo. Jako dzieci Ameryki, w mig zaczynają się zastanawiać, w jaki sposób na kontakcie z potworem zarobić. Najlepiej grube miliony. Cztery lata młodszy od E.T. kosmita okazuje się dużo bardziej agresywny, natomiast amerykańska młodzież zdecydowanie bardziej nastawiona na osiągnięcie zysku aniżeli zawiązanie międzyplanetarnej przyjaźni.



Film ogląda się dobrze. Pomysł na historię jest niewątpliwie absurdalny, wręcz niedorzeczny, więc siłą rzeczy przyciąga uwagę odbiorcy. Ujęcia nie są zbyt wymyślne, do złudzenia przypominają plany tego czy innego obyczajowego serialu, w prosty sposób utrzymując naszą uwagę w ryzach. Postaci to raczej proste klisze z amerykańskiego społeczeństwa, odpowiednio skarykaturyzowane, do zagrania których wielkiego kunsztu aktorskiego również nie potrzeba. Sadystyczną przyjemność może sprawić Wam obserwowanie tego, jak ci żałośni bohaterowie męczą się z tym, co obce, wściekłe i groźne. Grom erotycznych aluzji (zazwyczaj przemycanych w programie „Medusa” – ulubionym małego Shermana), polowanie na potwora, a wreszcie, pod koniec filmu, katastroficzna scena skalpowania Białego Domu (tak, tak, zagłada Ziemi jest bliżej niż myślicie) – wszystko to tworzy wbrew pozorom dość konsekwentną wizję. Jeśli zgubiliście wasz bilet do opery na dzisiejszy wieczór, otwórzcie sobie piwo i zmieszajcie je z przedstawionym wyżej koktajlem pana Nicolau. Ile butelek zdołacie wypić w 83 minuty?

Główny

wtorek, 7 października 2014

NOWY PROJEKT! Coś na Progu: Złota Era Komiksu


Witajcie!

Od dłuższego czasu chodził za nami pomysł zrobienia czegoś naprawdę szalonego; czegoś, czego jeszcze nikt inny nie robił - publikowania najlepszych pulpowych komiksów z lat 30., 40. oraz 50. Gdy opublikowaliśmy pierwszą zapowiedź, byliśmy mile zaskoczeni, jak duży odzew dostaliśmy od Was - najlepszych hardcorowych Czytelników. Nie ma już odwrotu!

Niedługo oddamy w wasze ręce kwartalnik Coś na Progu: Złota Era Komiksu. Nie będzie to typowy magazyn - stawiamy głównie na komiksy, nie na rozwlekłość treści. Dlatego też w środku znajdziecie przedruki zarówno najbardziej ikonicznych, jak i najciekawszych komiksów Złotej Ery. Do tego, w ramach uzupełnienia, przygotujemy teksty publicystyczne, które rozszerzą temat i pozwolą poznać go w całości. Każdy numer będzie zwartą całością.

Celem CNP: Złota Era Komiksu jest przybliżenie Czytelnikom historii, pasków, materiałów i nazwisk z czasów, w których nikt, w najnieśmielszych snach nawet, nie przeczuwał, że w przyszłości rynek komiksowy może okazać się aż tak popularny. Wiele postaci, które w tamtych czasach rządziły na arenie komiksu, zostało dziś już zapomnianych, ich twórcy trącą dziś myszką, a przecież bez nich nie byłoby fantastycznych przygód lat późniejszych. Niektórzy zaś bohaterowie przetrwali i mamy z nimi do czynienia aż po dziś dzień.

My skupimy się na tych, którzy przecierali szlaki, pionierach poruszających się po zupełnie nowym gruncie, pierwszych komiksowych horrorach, pierwszych zamaskowanych bohaterach, a także na tych, którzy swoją przygodę zaczęli na krótkich paskach dołączanych na ostatnie strony niedzielnych gazet, a skończyli jako rozpoznawalne, popularne postaci, z własną serią komiksową, niejednokrotnie ratując komiksowe wydawnictwa od upadku.

Podobnie jak Coś na Progu każdy numer będzie miał swój temat przewodni. Na pierwszy numer, z racji zbliżającego się Halloween, wybraliśmy horror i już zacieramy ręce z ekscytacji!

Wszystko w kolorze, na 48-52 stronach, w wygodnym formacie B5 z piękną, sztywną okładką. Złota Era Komiksu będzie dystrybuowana jedynie przez internet i dostępna na konwentach oraz imprezach tematycznych. Pojawiło się pytanie na temat okładki i sztucznego podnoszenia cen. Jeżeli znacie politykę naszego czasopisma, wiecie, że jesteśmy ostatnimi, którzy posunęliby się do takich działań Tak jak i Wy - ekipa Coś na Progu to przede wszystkim fani dobrego weirdu i komiksów. Nasze ceny są takie, jakie i my chcielibyśmy zobaczyć na sklepowych półkach. I takie pozostaną. Okładka będzie sztywna, nie twarda i zachowamy full color - po przeczytaniu obiecujemy ładny wygląd na półce. Cena, ze względu na to, ze projekt jest niszowy w niszy i nie możemy sobie pozwolić na gigantyczny nakład, będzie się wahać między 25 a 29 złotych, przy czym na pewno nie przekroczy górnej granicy.

Na razie kontaktujemy się i dogadujemy umowy ze sklepami internetowymi, także tymi zajmującymi się e-bookami, dlatego nie jesteśmy jeszcze w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie będzie można zrobić pre-order, ale niedługo, już po rozmowach, opublikujemy listę sklepów.

Premiera między październikiem a listopadem.

poniedziałek, 6 października 2014

PULP NEWS#4: Deadpool, plujący lawą pająk i żywe trupy



Trochę się u nas działo w ciągu ostatniego tygodnia: na naszym fanpage'u mogliście zobaczyć kolekcjonerską wersję okładki najnowszego numeru i dowiedzieliście się o planach dotyczących nowego, komiksowego wydawnictwa. Ponadto pojawiliśmy się na Horror Day - Dolnośląskim Festiwalu Grozy. Nic zatem dziwnego, że newsów w ostatnim czasie jakby mniej, co jednak wcale nie odbija się na ich jakości. :)

„Deadpool”: Ta wiadomość zdążyła już przebiec internet wzdłuż i wszerz, dlatego właściwie jedynie przypominamy: po latach oczekiwań Deadpool nareszcie dostał kinowy film! W połowie września 20th Century Fox ogłosiło, że premiera jest planowana na 12 lutego 2016 roku.


„X-Men: Apokalipsa”: Po wielkim sukcesie „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” Fox poprosiło Bryana Singera, by powrócił i nakręcił „X-Men: Apokalipsę”, a Simon Kinberg po raz kolejny będzie odpowiadał za scenariusz. Ale co z obsadą? Premiera „X-Men: Apokalipsa” w maju 2016.

„Lavalantula”: Stacja SyFy („Sharknado”, „Ghost Shark”...) po raz kolejny stawia na hipnotycznie idiotyczny koncept: w przyszłym roku na małych ekranach zawita „Lavalantula”. Jak można spodziewać się po tytule, mówimy o plującym lawą, gigantycznym pająku siejącym zniszczenie w Los Angeles. W filmie ponadto wystąpią aktorzy znani z "Akademii policyjnej": Steve Guttenberg, Leslie Easterbrook i Michael Winslow.

„The Walking Dead”: Serial „The Walking Dead” powraca 12 października. Przez lato AMC wypuszczała materiały promocyjne takie jak teasery i zdjęcia. A teraz, skoro premiera sezonu piątego nastąpi za kilka tygodni, pojawił się nowy „oficjalny” trailer, zapowiadający pojawienie się wątku z komiksu popularnie znanego jako „Cannibal”.



Do napisania!

środa, 17 września 2014

PULP NEWS#3: Polacy górą, wspominki i dzień z życia orka



Zgodnie z obietnicą, dzisiaj zmierzymy się z trzecim podsumowaniem newsów publikowanych na naszym fanpage'u (do którego obserwowania gorąco zachęcamy, pojawia się na nim bowiem znacznie więcej interesujących informacji). Co prawda, w ciągu ostatniego tygodnia nasza aktywność była nieco ograniczona, ale to wcale nie wpływa na jakość newsów. A zatem: przed Wami PULP NEWS podejście trzecie!

SERIALE



„Constantine”: Emmett Scanlan dostał rolę Detektywa Jim Corrigan w nowym serialu „Constantine”. Postać ma on obsesję na punkcie sprawiedliwości – nic go nie powstrzyma od wsadzenia łotrów za kratki, nawet jeśli okażą się nie być ludźmi. W zależności, z której twórcy historii życia będą korzystać: Corrigan albo zostaje zamordowany i staje się całkowicie The Spectre, albo zachowuje swoją tożsamość i ją ukrywa.

„American Horror Story: Freak Show”: Pierwszy oficjalny Trailer do „American Horror Story: Freak Show” już jest. Klimatyczny i tajemniczy. Krążą pogłoski, że w tym sezonie ma występować najmniejsza kobieta świata. Będzie ciekawie!


RODZIME PROJEKTY

„Rycerze Pustkowi”: Wydawnictwo Badger's Nest zaprezentowało okładkę swojej najnowszej gry – „Rycerze Pustkowi”. To przygodowa planszówka, której wydarzenia dzieją się na ogarniętej zgliszczami, postapokaliptycznej Australii. Wygląda obiecująco!


„Bler: Stan strachu”: Rafał Szłapa uruchomił projekt crowdfundingowy, który ma na celu wydanie czwartej części komiksu o polskim superbohaterze – „Bler: Stan strachu”! Jeżeli nie znacie Blera, zajrzyjcie pod link.


Dolnośląski Festiwal Grozy: Znamy już program Dolnośląskiego Festiwalu Grozy – szykuje się bardzo ciekawie. Będziecie?

KALENDARIUM

„Miami Vice”: Wczoraj minęło dokładnie 30 lat od pojawienia się pierwszego odcinka „Miami Vice” na antenie NBC – serialu, który na zawsze odmienił oblicze amerykańskiej popkultury. Nie będziemy się rozwlekać – poniżej znajdziecie legendarny fragment z pierwszego odcinka z muzyką Phila Collinsa.


KĄCIK SEANSOWY

Genialnie zrobiony film pokazujący dzień z życia Orka. Musicie to zobaczyć!

poniedziałek, 8 września 2014

PULP NEWS#2: Pudełkowe potwory, thriller postapo i Dracula



Witajcie ponownie! Tym razem mieliśmy małą obsuwę w publikacji naszego małego podsumowania, ale obiecujemy poprawę. Zwłaszcza, że w ciągu tych dwóch tygodni newsów nazbierało się tyle, że aż trudno coś wybrać. :) Jednak już bez zbędnego przeciągania:

KINO W PAŹDZIERNIKU


„Pudłaki” (The Boxtrolls”)  przygoda z magią, trollami i innymi stworzeniami! Nadchodzi nowa, ciekawa pozycja z gatunku filmów familijnych. „Pudłaki” to adaptacja powieści dla dzieci „Here Be Monsters!” pióra Alana Snowa. Książka wsławiła się niezwykle estetycznym wykonaniem – ilustracji jest ponad 500, a wykonał je sam autor. To przygody młodego, osieroconego chłopaka, Archibalda Snatchera, wychowanego przez podziemnych, zamieszkałych w jaskiniach zbieraczy śmierci, zwanych pudłakami. W role aktorów głosowych wcielą się między innymi Ben Kingsley oraz Jared Harris. Premiera 10 października tego roku.  




„Dracula: historia nieznana” („Dracula: Untold”) pisaliśmy niedawno, że Luke Evans jest rozchwytywany. Oto plakat najnowszej produkcji z jego udziałem  „Dracula: historia nieznana”. Zagra on rolę księcia Włada Palownika, w historii ukazującej go jako bohatera obciążonego pewnymi wadami. W Herkulesie z Dwaynem Johnsonem również był pomysł na ukazanie bohatera jako zwykłego śmiertelnika. Czyżby szykowało się coś podobnego? Premiera już 17 października. 

 

W PRODUKCJI


„Detektyw” to serial, który mocno podzielił opinię publiczną. Jedni wychwalali go za niepowtarzalny klimat i dobre aktorstwo, inni zarzucali mu nudę i kiepskie zakończenie. Jak będzie teraz? 

1. Justin Lin („Szybcy i wściekli”) prowadzi rozmowy z telewizją HBO w sprawie wyreżyserowania dwóch pierwszych odcinków drugiego sezonu serialu „Detektyw”. 

2. Najprawdopodobniej w kolejnym sezonie zagra Vince Vaughn („Mr. & Mrs. Smith"). Miałby wcielić się w głównego antagonistę. W obsadzie mają znaleźć się także Colin Farrell, Taylor Kitsch i Michelle Forbes. 

3. Fabuła drugiego sezonu ma opowiadać o śmierci Bena Caspara, skorumpowanego polityka związanego z kolejami, właścicielami ziemskimi i federalnymi grantami. Detektywi odnajdą jego ciało z wyrytymi na piersi satanistycznymi inskrypcjami. 

4. Najbardziej rewolucyjna zmiana, to nie dwójka, a czwórka głównych bohaterów. Mówi się, że ich role zagrają: Joaquin Phoenix („Gladiator”), Christian Bale („Batman”) i Jessica Chastain („Mama”). 

Czy drugi sezon podoła oczekiwaniom fanów? Przekonamy się już niedługo!

Man Down”: Fani postpo niech zacierają ręce. Szykuje się nam kolejna, dobra produkcja! Shia LaBeouf („Transformers”), Kate Mara („House of Cards”) i Gary Oldman zagrają w thrillerze postapo „Man Down”. 
To film o żołnierzu, który powraca z Afganistanu do postapokaliptycznej Ameryki, aby odszukać swoją rodzinę. Musi zmierzyć się zarówno ze swoją przeszłością, jak i niesprzyjającymi warunkami. 
Za kamerą stanie Dito Montiel („Wszyscy twoi święci”). Scenariuszem zajmuje się Adam Simon, dla którego to będzie już druga próba zmierzenia się ze scenopisarstwem. 
Premiera w 2016 roku!


„Jak wytresować smoka 3”: Premiera została przesunięta o rok, czyli na czerwiec 2017. Plotka głosi, że to z powodu problemów ze scenariuszem.

„Jaś i Małgosia”: Steven Spielberg, Oprah Winfrey oraz Juliet Blake postanowili zabrać się za ekranizację nowego dzieła Neila Gaimana i Lorenzo Mattotti’ego pt.: „Jaś i Małgosia”. Komiks (w oryginalnej wersji językowej) wyjdzie dopiero 28 października tego roku, więc tak szybka decyzja o jego ekranizacji może dziwić. Chociaż patrząc na poprzednie adaptacje filmowe dzieł Gaimana możemy być niemal pewni, że wersja filmowa będzie stała na wysokim poziomie.

WYDARZENIA

Polcon 2016: Przewidywania się sprawdziły. Polcon 2016 odbędzie się we Wrocławiu! Ale to nie wszystko  konwent będzie trwał aż 5 dni i będzie włączony jako jeden z elementów programu Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

4 października odbędzie się we Wrocławiu Horror Day  Dolnośląski Festiwal Grozy. Więcej informacji można uzyskać na fanpage’u imprezy, my zaś prezentujemy z tej okazji trailer reklamujący przedsięwzięcie:



KĄCIK SEANSOWY

Krótka co prawda, ale interesująca walka między robotami, a Zieloną Strzałą od DC Nation  „Onomatopoeiabot”.



Wyreżyserowany przez Anthony'ego Lucasa krótkometrażowy film animowany zrealizowany w konwencji steampunkowej grozy. Opowiada o tytułowym Jasperze Morello (głos podkłada Joel Edgerton znany z roli Owena Larsa z Gwiezdnych Wojen), nawigatorze parowego statku powietrznego. Morello opuszcza nękane zarazą ojczyste miasto i udaje się w niebezpieczną podróż... Ekipę Cosia urzekł zarówno sposób animacji, jak i sama fabuła filmu.


Do następnego tygodnia!
(Tym razem na pewno :)

czwartek, 4 września 2014

PULP HORROR: O miłości i śmierci ("Cementery Man" 1994)



Martin Scorsese nazwał go jednym z najlepszych włoskich filmów lat 90. Gdyby „O miłości i śmierci” miało przybrać formę fizyczną, byłby to królik w cylindrze z nogami pająka, ogonie gołębia i strusich piórach. A gdyby umiało mówić, zaczęłoby losowo cytować dramaty antyczne, dialogi z filmów Carpentera i życiorys Salvadora Dalego. Jednak i to nie oddałoby w pełni dziwności tego filmu.


"Cementery Man" wyreżyserował Włoch, obraz wyprodukowali Francuzi w kooperacji z Niemcami, a zagrali w nim angielscy aktorzy. Była nawet szansa na to, aby Amerykanie zajęli się dystrybucją, ale pomysł niestety szybko upadł. Koniec końców wydano ponad cztery miliony dolarów na erotyczny komedio-horror promowany hasłem: Zombies, guns and sex. Oh my!  

Przygoda głównego bohatera, Francesco Dellamorte, w rolę którego wciela się Rupert Everett ("St. Trinian's", "Stardust"), zaczyna się w momencie, w którym jednym celnym strzałem w głowę zabija on nieumarłego, próbującego dostać się do jego mieszkania. Francesco pracuje bowiem jako opiekun cmentarza, a jego obowiązkiem jest zabijanie nieumarłych, którzy wskutek działania tajemniczego wirusa wstają z grobu.

Mylą się jednak ci, którzy myślą, że tak oto, mamy do czynienia z kolejnym filmem o zombie. Nie tym razem. W "Cementery Man" akcja rozwija się w iście zawrotnym tempie, horror miesza się z tu z komedią, abstrakcja goni abstrakcję, do drzwi co chwilę puka noir, a nad wszystkim unosi się duch surrealizmu. Mało wam? Proszę bardzo. Na koniec to wszystko przerodzi się w egzystencjalny dramat...

Wszystko to za sprawą kobiety fatalnej (w tej roli Anna Falchi), która pojawia się na cmentarzu, aby opłakiwać swego niedawno zmarłego męża. Żałoba nie trwa jednak długo, bowiem po krótkiej wizycie w mauzoleum "Ona" zakochuje się z wzajemnością w Dellamorte. Wkrótce zakochani postanawiają dać upust namiętności na grobie wspomnianego męża, ten zaś przedwcześnie wstaje z martwych i zaskakuje rozebraną parę. Zanim głównemu bohaterowi udaje się go zabić, potwór gryzie jego ukochaną. Koniec zawiązania akcji, która ani na moment nie zwalnia tempa. Po chwili mamy więc do czynienia z zombie czerpiącymi energię z korzeni mandragory, poznajemy pomocnika Dellamorte, który zakochuje się w oderwanej głowie nieumarłej dziewczynki, a główny bohater wdaje się w dyskusję z samą śmiercią...

Fanów komiksowej serii o przygodach Dylan Doga, detektywa od spraw paranormalnych, zastanowi pewnie jego podobieństwo do postaci Dellamorte. Nic w tym dziwnego „O miłości i śmierci” jest bowiem ekranizacją powieści Tiziano Sclaviego, który swego czasu wymyślił także Doga. Ekranizacja była szumnie zapowiadana także ze względu na osobę reżysera - Michele'a Soavi, który współpracował z Terrym Gilliamem ("12 małp", "Las Vegas Parano") i był uważany za spadkobiercę Dario Argento. Niestety... Film fatalnie promowany i zupełnie niezrozumiany w 1994 roku, zaliczył finansową klapę. Zarobił niewiele ponad 250 tys. dolarów, co stanowi zaledwie 6% budżetu. 

Na szczęście z racji kultowego statusu - film doczekał się stosunkowo niedawno całkiem sensownego wydania na Blue Rayu. Jeżeli szukacie kinowej opowieści, która wypierze wam mózg lepiej niż niejeden narkotyk, "Cementery Man" jest pozycją dla was. Jak zwykł mawiać Francesco Dellamore: Death, Death, Death, the whore...



Horroru w horrorze: 2/10
Pulpy w pulpie: 8/10
Humoru przy piwie: 5/10
Seksu w momentach: 11/10 (są dwa – ale za to jakie!)

Rorschach