Adres facebook

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

COŚ NA PROGU recenzuje: Polowanie - Andrew Fukuda



Jesteś łowcą albo zdobyczą.
Tak, tak to na ogół w polowaniach wygląda, hasło z okładki bynajmniej nie zaskakuje błyskotliwością. Gdy dodatkowo wspomni się o fakcie, że łowy prowadzone mają być przez ultraszybkie, wrażliwe na słońce istoty a ich ofiarami stają się ślamazarni i zasobni w krew reprezentanci naszego gatunku, historia zaczyna niebezpiecznie przypominać koncepty znane z twórczości Stokera, Rice czy nawet nieszczęsnej restauratorki motywu, Meyer.

Co jednak, gdy okaże się, że to ludzie polują…? Że to ludzie uzyskują prędkości światła, nie wydzielają zapachu, nie męczą się, nie rosną im zbędne włosy i nie potrzebują wody, by przeżyć? Że wyposażeni są w przerośnięte kły, mają naturalny wstręt do owoców i twarz nieprzystosowaną do okazywania emocji? Że na co dzień serwują sobie surowe mięso i mają spodeczki na ściekającą z niego krew? Że pracują, kształcą się, mają ustrukturyzowany ustrój polityczny i nazywają siebie „obywatelami”? I, czego pewnie wspominać nie trzeba, po prostu topią się na słońcu?

Koncepcja dziwaczna, nieco ciężka do przetrawienia, ale ostatecznie da się przyzwyczaić. Co jednak z tymi, na których tytułowe polowanie zostaje zorganizowane? Ano właśnie, tu jest o tyle ciekawie, że autor na ofiary wymyślił zupełnie nowe słowo – heperzy. Gatunek ogłoszony jako wyginięty. Owiany legendą, na wpół mityczny rarytas. Spełnienie kulinarnych (co tożsame jest z życiowymi) pragnień każdego szanującego się człowieka.

Wieść gminna niesie, że ostatnia hodowla heperów znajduje się na terenie pewnego Instytutu. Dziesięć lat wcześniej właśnie w tamtym miejscu zorganizowane zostały Wielkie Łowy – kilkoro ludzkich szczęśliwców mogło zaznać niezwykłego zaszczytu jakim jest pogoń i własnoręczne zabicie hepera, którego krew doprowadza do euforycznych, niemal delirycznych stanów. Teraz podobno Władca ponownie chce ogłosić polowanie…

I zupełnie przypadkiem szczęśliwy los na loterii wygrywa główny bohater. Który oczywiście nie jest normalnym człowiekiem. Jest kimś, kto przez całe swoje życie udaje obywatela. Zakłada sztuczne kły, przesadnie dba o higienę osobistą (ludzie nie śmierdzą), nie uprawia żadnych sportów (ludzie się nie pocą), kontroluje każdy mięsień twarzy – nie mruży oczu, nie uśmiecha się, nie czerwieni (ludzie nie posługują się mimiką, to ewolucyjny przeżytek). Nie utrzymuje bliższych kontaktów (nawet z najładniejszą dziewczyną w szkole, która ewidentnie nie miałaby nic przeciwko…) i zasadniczo tylko sobie istnieje. Wszystko, aby przeżyć, bo tak nauczył go ojciec. Gdyby ktokolwiek się domyślił, zostałby pożarty. W kilka sekund. Przez kolegów z ławki.

Andrew Fukuda tworzy świat oryginalny, choć odrobinę niespójny. Elektryczność działa, nie ma za to pojazdów. Bohaterowie podróżują konno, choć potrafią zbudować kamery, które robią automatyczne zbliżenia i konstrukcje sterowane czujnikami światła. Systematyzuje „ludzi” jako istoty niezwykłe atrakcyjne, choć w powieści niejednokrotnie wspomina o „grubych udach” jednej z krwiożerczych bohaterek. I nie wyjaśnia, jak to się właściwie stało, że dominującą rolę w społeczeństwie przejęły wampiry, zamieniając ciszę nocną na dzienną i dotkliwie eksterminując nasz gatunek, zmuszając czytelnika do tworzenia własnych, nieprawdopodobnych teorii.

Może to kwestia tego, że Polowanie to dopiero zaczyn dla całej trylogii, a może to historia nieskładna i niedopowiedziana, tak czy owak pierwszy tom pozostawił więcej odpowiedzi niż pytań.

Jeśli chodzi o warstwę fabularną powieści – ciężko uniknąć skojarzeń z Igrzyskami Śmierci. Atmosfera towarzysząca wielkiej loterii, następnie wyłonienie zwycięzców i przewiezienie ich do specjalnego ośrodka na szkolenie to koncept znany chociażby z najnowszego dzieła Collins, na szczęście później akcja zaczyna żyć własnym życiem. I choć manewrów zastosowanych przez autora szybciej domyśla się czytelnik niż główny bohater a zwroty akcji można przewidzieć już od początku powieści, to Polowanie całkiem miło się czyta ze względu na niekończące się napięcie typu przeżyje-nie przeżyje.

Nie jest to literatura dla ambitnych czytelników gatunku, mających ochotę na wyprawę w misternie skonstruowane światy i poznanie niesamowitych portretów psychologicznych bohaterów. Nie będzie dobrze bawił się również ten, którego mierzą opisy nastoletnich uczuć (a temu Fukuda również poświęcił trochę miejsca – na szczęście nie przesłodził wątku). Natomiast dla fanów nieszablonowych motywów wampirycznych, entuzjastów powieści nastawionych na akcję lub po prostu poszukiwaczy czytadła na dwa wieczory, Polowanie nada się wyśmienicie.

Adriana Siess

Coś na Progu nominowane w plebiscycie: Najlepszy magazyn!

FANTASTYKA 2013!
Już po raz siódmy serwis Katedra zaprasza do udziału w plebiscycie, w którym ocenie podlegają wydarzenia literackie i około-literackie związane z fantastyką 2013 roku. Czasopismo Coś na Progu zostało nominowane w kategorii "Magazyn", teraz potrzebuje Waszych głosów! 


Zacięta walka wciąż trwa, mamy niezłą pozycję, ale potrzebujemy jeszcze trochę Waszych chęci i czasu! :)

http://katedra.nast.pl/artykul/6737/Fantastyka-2013-plebiscyt/ 

wtorek, 4 marca 2014

Znamy już temat 10 numeru Coś na Progu!


Mamy przyjemność ogłosić, że tematem najnowszego 10 numeru Coś na Progu będą... Szaleni naukowcy i ich dzieła


Prezentujemy również zajawkę najnowszej okładki spod pędzla znakomitego Daniela "Gedeona" Grzeszkiewicza!


czwartek, 30 stycznia 2014

Trwają wysyłki komiksów i czasopism!

Pakowanie, wysyłanie, pakowanie wysyłanie, Ruch, magnetyczny ruch, ściana przy ścianie...



Recenzje pierwszego komiksu o przygodach Tequili - heroinie naszego czasopisma!

Witajcie! Nasza heroina nabiera skrzydeł, wszystko zmierza w dobrym kierunku i wiecie co? Bardzo miło jest przeczytać pierwsze pozytywne recenzje naszej pracy. Jeżeli jesteście ciekawi, co w internecie o Tequili piszczy, zapraszamy!

POLTER.PL (...) Wraz z rozwojem historii zmienia się sceneria. Kolejne plansze koncentrują się bowiem na rajskiej krainie Eden, której święty rodowód jest z gruntu oczywisty. To właśnie w niej grupa śmiałków z Tequilą na czele musi odzyskać potężny artefakt przeznaczony do zachowania bądź zburzenia równowagi na świecie. Istny Święty Grall będący motorem napędowym fabuły...


czwartek, 23 stycznia 2014

"Coś na Progu" recenzuje: "47 RONIN"

Co do jednej rzeczy możemy być zgodni – większość reżyserów posiada poczucie estetyczne. Wiedzą oni, czy film spełnił ich wymagania i – przynajmniej w pewnym procencie – potrafią odgadnąć, czy spodoba się widzom. Drogę od skończenia montażu aż do premiery w kinach przecina jedno wydarzenia – przedpremiera dla krytyków filmowych. Opłaca się to i jednym i drugim, wszak krytyk czuje się ważniejszy oglądając go wcześniej, a reżyser czeka na dobre opinie. Zatem wiedzmy, że gdy reżyser nie chce zdecydować się na ów proces, by film wsadzić pod inkubator krytyki, żeby oceny i opinie napęczniały, coś tutaj nie gra. Najczęściej liczy na to, że ludzie – przyciągnięci dobrą reklamą – pójdą tłumnie do kin, zanim usłyszą o nim opinie negatywne...